Redakcja Mito-Med: Dzień dobry, jest z nami dzisiaj nasza ulubiona pani doktor z Wielkiej Brytanii, Sarah Myhill. Dzień dobry Pani doktor, miło Panią widzieć.
Dr Sarah Myhill: Cześć Magda, też Cię miło widzieć i już się cieszę na spotkanie na wrześniowej konferencji Mitopharmy.
Redakcja Mito-Med: Ja też! Pani doktor, od dziesięcioleci pracuje Pani z pacjentami cierpiącymi na przewlekłe zmęczenie oraz złożone, często trudne do wyjaśnienia medycznie schorzenia, koncentrując się na roli funkcjonowania mitochondriów i odżywiania w przywracaniu zdrowia. Dlaczego tak wiele osób w wieku 20 i 30 lat czuje się wyczerpanych, chorych i doświadcza mgły mózgowej — mimo że słyszą, że „wszystko jest w normie”? W tej rozmowie przyjrzymy się temu, czy objawy takie jak zmęczenie, lęk i obniżony nastrój mogą mieć podłoże biologiczne — od produkcji energii w komórkach, przez zdrowie jelit, po przewlekły stres i współczesny styl życia. Bardzo ciekawy temat, także może od razu przejdziemy do pytań.
Dr Sarah Myhill: Dziękuję bardzo. Mówisz, że ludzie słyszą „wszystko jest w normie”, a to błąd w rozumowaniu. Bo fakt jest taki, że nic nie jest w normie. Wszystkie te objawy i opisany przez Ciebie obraz kliniczny, są typowe dla osób z nieprawidłowym mechanizmem podaży energii. I jak słusznie zauważyłaś, mitochondria odgrywają tu kluczową rolę. Kiedy myślę o mechanizmie podaży energii, lubię powoływać się na analogię do samochodu. Aby samochód dobrze funkcjonował, musi mieć w baku odpowiednie paliwo (czyli tlen), potrzebujemy też mitochondrialnego silnika oraz braku stresu wywołanego przez toksyny, bo jak omawiałam na konferencji Mitopharma w zeszłym roku, wszyscy jesteśmy zatruci, bez wyjątku. Potrzebujemy także tarczycowego pedału gazu oraz nadnerczowej skrzyni biegów. Wszystko to jest potrzebne, aby podaż energii w naszym organizmie była prawidłowa.
Nie wiem jak wygląda sytuacja w Polsce, ale w Wielkiej Brytanii rząd jest coraz mniej kompetentny i wydaje coraz więcej pieniędzy, spodziewając się, że „prości ludzie”, tacy jak Ty czy ja, będą pracować coraz ciężej, aby płacić więcej podatków, zapewniających środki, które rząd musi wydać. Więc jak ja to mówię, pracujemy coraz ciężej, żeby „dreptać w miejscu”. A kiedy jesteśmy w stresie, kiedy stresuje nas praca, kiedy mamy problemy rodzinne, aby sobie z tym poradzić sięgamy po rzeczy, które nas uzależniają. Najczęściej uzależniamy się od cukru i węglowodanów – krótkotrwała przyjemność, za którą ciężko płacimy. Niektórzy sięgają po papierosy, alkohol, nadmiar kofeiny. Wszystko jest dobrze, jeśli robimy to pod kontrolą, gorzej, jak uzależnienia przejmują kontrolę nad nami. Niewielka ilość skonsumowana z rozwagą, może nam pomóc poradzić sobie ze stresem w krótkim terminie, ale pamiętajcie, że „bez pracy nie ma kołaczy”: za krótkotrwałą ulgę przyjdzie nam zapłacić. Tak wygląda życie we współczesnym świecie. Ludzie coraz częściej sięgają po cukier, alkohol, kofeinę czy papierosy, aby poradzić sobie z napięciem. A w dłuższej perspektywie powoli zatruwają w ten sposób organizm. Także muszę powiedzieć, że jestem wręcz zaskoczona jak świetnie młodzi ludzie sobie radzą. Wielu z nich narzeka na różne objawy, a ja doskonale wiem dlaczego. Moją odpowiedzialnością jest szerzenie tej wiedzy, dlatego takie konferencje jak wrześniowa konferencja Mitopharmy są niezwykle ważne.
Redakcja Mito-Med: Absolutnie się z Panią zgadzam i już się nie mogę doczekać tej konferencji. A czy mogła by Pani doktor powiedzieć czy lęk, mgła mózgowa i depresja mogą być objawami problemu fizycznego, a nie tylko psychicznego?
Dr Sarah Myhill: Zdecydowanie tak. Waga naszego mózgu stanowi 2% masy ciała, podczas gdy zużywa on 20 procent naszej energii. Jeśli mechanizmy dostarczania energii do mózgu są upośledzone, to mózg spowalnia: nie jesteśmy w stanie się skupić, wykonywać kilku zadań na raz, osłabia się nasza pamięć krótkotrwała, upośledzona jest zdolność rozwiązywania problemów. Nasz mózg i ciało wiedzą ile potrzebują energii. Można powiedzieć, że na cały dzień mamy takie „wiadro energii”. Jeśli zużyjesz więcej energii, nisz masz w tym wiadrze, to umrzesz. Umrzesz, ponieważ nie będziesz mieć wystarczająco dużo energii, aby twoje serce, mózg czy jelita mogły pracować. Dlatego mózg daje nam objawy, żebyśmy nie wydatkowali zbyt dużo energii. Jednym z takich objawów jest depresja. Ludzie w depresji nie mają ochoty na kontakty społeczne, a jak wiemy bycie w towarzystwie, bycie radosnym ekstrawertykiem wymaga energii. Tacy ludzie mają ochotę gdzieś się schować, może nawet są bardziej wybuchowi, a wszystko po to, żeby nie zużyć za dużo energii. Więc dla mnie depresja jest objawem nieprawidłowo działających mechanizmów podaży energii i z powodzeniem leczę ją koncentrując się na tych mechanizmach. Ponadto mózg daje nam objawy, które informują nas, że nie mamy wystarczająco dużo energii by poradzić sobie z wymaganiami. Stres daje znać mózgowi, że nie jesteśmy w stanie spełnić kolejnego wymagania. Mamy coś zrobić, a mózg wie, że nie da rady, więc odczuwamy stres. To samo z lękiem: myślimy o jakiejś sytuacji i martwimy się, a po prostu nie mamy wystarczająco dużo energii, żeby sobie z nią poradzić. Gdybym mogła dać ludziom nieskończoną ilość energii, dzięki której mogliby pracować cały dzień i całą noc, dając z siebie 200% normy, to byliby w stanie poradzić sobie ze wszystkim. I nie mieliby tych objawów, ale przecież to niemożliwe. Wiemy, że gdybyście pracowali cały dzień i całą noc, bardzo szybko wyczerpalibyście swoje zasoby energii i po prostu byście padli. Wszystko to jest więc objawem źle działającego mechanizmu dostarczania energii i to jest zawsze punkt wyjścia do leczenia każdej choroby.
Redakcja Mito-Med: Czy to oznacza, że musimy się obwiniać? Nie chodzi o brak motywacji, ale w rzeczywistości to problem z produkcją energii?
Dr Sarah Myhill: Często zgłaszają się do mnie osoby z zespołem przewlekłego zmęczenia. Problem polega na tym, że one są wręcz nadmiernie zmotywowane. Doprowadzają się do granic możliwości i nie chcą zwolnić. A przecież już są bardzo zmęczone: ledwo starcza im energii, żeby po prostu krzątać się po domu, pójść do łazienki czy ugotować posiłek. Więc nie, nie chodzi tu o brak motywacji. Bardziej mnie martwi, że tak zwany terapeuta z dobrymi intencjami wykorzysta sytuację i powie im: „Wystarczy, że zaczniesz więcej ćwiczyć, stopniowo będziesz wprowadzać nowe ćwiczenia”. Wiemy jednak, że coś takiego za każdym razem pogarsza ich stan. A jeśli ćwiczenia nie pogarszają ich stanu, to podłoże choroby musi leżeć gdzieś indziej. Także zmuszanie ludzi do ćwiczeń nie jest dobrym rozwiązaniem. Musimy dać im energię i uwierz mi, że wszyscy są zmotywowani. Wszyscy chcą działać, a ty i ja jesteśmy tego doskonałym przykładem.
Redakcja Mito-Med: Pani doktor mówi, że potrzebna jest energia, a co takiego pozbawia nas energii? Czy przewlekły stres może wyczerpywać organizm na poziomie biologicznym i prowadzić do choroby?
Dr Sarah Myhill: Oczywiście. Ja staram się wypełnić ich „wiadro z enegrią” po same brzegi, ale w jego dnie są dwie dziury. Pamiętajmy, że zużywamy energię pracując psychicznie, fizycznie i emocjonalnie. Dodatkowo energia cały czas wypływa przez te dwie dziury. Pierwsza z nich jest związana z układem immunologicznym, który pozostaje aktywny na przykład z powodu alergii, choroby autoimmunologicznej czy przewlekłej infekcji. Dobrze wiadomo, że ostra infekcja to wielka dziura w naszym zbiorniku energii prowadząca do ogromnego zmęczenia. I tu dochodzimy do zjawiska, które określam „emocjonalną dziurą w wiadrze energii”. Ja nie rozpatruję mózgu i układu odpornościowego w oderwaniu od siebie, te dwa elementy są ze sobą ściśle powiązane. Chodzi o to, że układ odpornościowy, podobnie jak mózg, jest bardzo inteligentny i można go zaprogramować. A jeśli zostanie zaprogramowany nieprawidłowo, spowoduje to powstanie emocjonalnej dziury w wiadrze energii. Pamiętam moją rozmowę sprzed 25 lat z bardzo mądrym lekarzem, dr. Keithem Eatonem, który już niestety nie żyje. Pamiętam, jak mi powiedział, że gdy tylko zgłasza się do mnie pacjent z zespołem przewlekłego zmęczenia, powinnam zawsze spytać go czy miał w dzieciństwie jakieś traumatyczne doświadczenia. Bo każde dziecko, które było prześladowane, bite, wykorzystywane seksualnie lub miało nieszczęśliwe dzieciństwo, będzie pozostawało w stanie nieustannej czujności. Będzie antycypować każdą możliwą sytuację i zastanawiać się: co mam zrobić, jeśli to się wydarzy? Co mam zrobić, jeśli tamto się wydarzy? A z kolei to wpływa na sen. Nie dasz rady spać, jeśli ciągle się zastanawiasz: a co z tym, a co z tamtym? Cały czas się czegoś obawiasz. Dlatego traumy z dzieciństwa są zawsze bardzo trudne i warto w takim przypadku skorzystać z wsparcia psychologa. Nie twierdzę, że jestem ekspertem w tej dziedzinie, choć mam w zanadrzu kilka sztuczek, które pomagają ludziom sobie z tym radzić. Chciałam tylko pokazać, że emocjonalna dziura w wiadrze energii może być dla wielu osób poważnym problemem.
Redakcja Mito-Med: Mówi Pani Doktor o traumie z dzieciństwa. A jeśli spojrzymy na dzisiejsze czasy, to co obecnie ma najbardziej szkodliwy wpływ na energię młodych ludzi: ich dieta, styl życia czy otoczenie, w którym żyją?
Dr Sarah Myhill: Najważniejszym czynnikiem jest dieta. We wrześniu ubiegłego roku uczestniczyłam w spotkaniu poświęconym współpracy w zakresie zdrowia publicznego, które odbyło się w angielskim mieście Solihull. Było to duże spotkanie, na którym lekarze omawiali wszystkie te kwestie. Jeden z lekarzy rodzinnych, dr David Arnman mówił o tym, że obecnie dzieci czerpią około dwóch trzecich kalorii z żywności wysoko przetworzonej. To jest prawdziwa katastrofa. Pozwólcie, że pokrótce przytoczę historię żywności wysoko przetworzonej. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku ludzie byli najczęściej uzależnieni od palenia papierosów. Firmy tytoniowe zatrudniały wręcz naukowców, aby ci sprawili, by papierosy jeszcze bardziej uzależniały. Żeby osiągnąć ten cel dodawali do nich więcej nikotyny, więcej cukru, różne aromaty i tak dalej. A kiedy w końcu ludzie zdali sobie sprawę, że palenie tytoniu nie jest zdrowe, producenci papierosów zorientowali się, że nie będą już czerpać większych zysków z papierosów. W związku z tym wykupili firmy spożywcze i skierowali uwagę tych naukowców na inny temat: jak sprawić, by żywność była bardziej uzależniająca? W tym celu jedzenie musi mieć odpowiednią chrupkość, odpowiedni poziom słodyczy, smak umami, słoność, odpowiednią konsystencję w ustach – wszystkie te cechy. I to właśnie sprawia, że żywność wysoko przetworzona jest tak uzależniająca. Nasze podniebienie to uwielbia, myślimy sobie: „Och, zjadłem coś naprawdę pysznego”. Czujemy się dobrze, smakuje nam to, dostajemy ten uzależniający zastrzyk przyjemności. Ale hormonów jelitowych nie przechytrzymy, one mówią: „Och, to nie jest w porządku. To nie wnosi nic do naszego organizmu, to nie było odżywcze” (być może są tam jakieś puste kalorie, ale raczej nie składniki odżywcze), „Idź i zjedz coś innego”. I tak uruchamia się uzależniający cykl: jemy więcej ultra-przetworzonej żywności i ostatecznie uzależniamy się od jedzenia. Już wiemy, że jeśli chcemy zasilić mitochondria potrzebujemy odpowiednie paliwo w zbiorniku, i nie są to cukry czy węglowodany, tylko tłuszcze i błonnik. Wiemy też, że mitochondria potrzebują niezbędnych surowców, takich jak koenzym Q10, magnez, witamina B3, acetylo-l-karnityna. Nie znajdziecie ich w żywności wysoko przetworzonej. Jedną z moich ulubionych diet jest obecnie dieta karnivora – możemy o tym porozmawiać, kiedy przyjadę do Polski. Istotą diety karnivora jest to, że spożywasz mitochondria. Mięso w 20% składa się z mitochondriów. A jeśli jesz mitochondria, to zasilasz swoje mitochondria w takie składniki jak koenzym Q10, magnez, witaminę B3, acetylo-l-karnitynę i prawdopodobnie inne substancje, o których jeszcze nie wiemy. Zatem największym wyzwaniem dla młodych ludźi jest uświadomienie sobie, że żywność wysoko przetworzona jest tak uzależniająca. Co gorsza, te produkty są tanie i bardzo wygodne. Wystarczy wejść do sklepu i się rozejrzeć. Kiedy idziecie do supermarketu, chcecie przejść do kasy, mijacie te produkty na wysokości oczu – to ogromna pokusa. W Anglii bardzo cenioną postacią jest Oscar Wilde. On kiedyś powiedział: „Potrafię oprzeć się wszystkiemu oprócz pokusy”. Tak samo jest z nami, tylko trudno to sobie uświadomić. Niedawno byłam na stacji benzynowej, żeby zatankować samochód. Kiedy stałam przy kasie wszystko, na co spojrzałam, to źródła uzależnienia. Papierosy, alkohol, cukier, czekolada, energetyki – wszystko to wywołuje uzależnienie. Nie było tam niczego, co nie uzależnia. Podzielę się z Wami regułą, która cieszy się popularnością wśród moich pacjentów, mam taki osobisty test na uzależnienie od różnych produktów. Bo musicie wiedzieć, że jestem tak samo uzależniona jak każdy inny. Ten test polega na tym, że jeśli po zjedzeniu jednego kawałka z opakowania jestem w stanie je zamknąć i nie zjeść całej reszty, to mogę je bezpiecznie trzymać w domu. Nie odważyłbym się trzymać w domu 85-procentowej gorzkiej czekolady. Bo gdybym zjadła jeden kawałek, to zaraz zniknęłaby cała tabliczka. Nie odważyłbym się trzymać w domu orzechów nerkowca, bo zjadłbym jednego orzecha i zniknęłoby całe opakowanie. Tak to wygląda. Mam jeszcze na tyle samokontroli, żeby odmówić sobie pierwszego kęsu, ale nie drugiego, trzeciego czy czwartego. Także mam w domu oliwki (wystarczy zjeść kilka oliwek i już nie chcę więcej). Mogę mieć suszone pomidory (zjadam kilka i nie chcę więcej). Mogę mieć orzechy włoskie (zjem kilka i koniec). Polecam mój osobisty test uzależnienia jako bardzo przydatne i praktyczne narzędzie dla każdego.
Redakcja Mito-Med: Tak, rzeczywiście, bardzo praktyczne, sama je stosuję u siebie domu. Wspomniała Pani doktor o diecie i o tym jak jest ważna. Wiemy, że dieta może wpływać na problemy jelitowe. Czy problemy z jelitami mogą powodować nie tylko zmęczenie, ale też lęk i obniżony nastrój?
Dr Sarah Myhill: Zgadza się. Zmęczenie, niepokój i obniżony nastrój są wynikiem złego funkcjonowania mechanizmu dostarczania energii. Jedzenie ma ogromny wpływ na funkcjonowanie jelit. Tak naprawdę punktem wyjścia do leczenia absolutnie wszystkiego jest prewencyjne zadbanie o dobry stan jelit. Jelita to taka rura, która ma swój początek w ustach, a kończy się w odbycie. Jest długa na około 10 metrów. Pierwsze 8 metrów naszych jelit, powinno być niemal sterylne. Sterylność jest utrzymywana dzięki kwasom żołądkowym. W pierwszej komorze, do której trafia pokarm, następuje kąpiel kwasowa. Kwas ma pH 2 lub 3, jest bardzo kwaśny i zabija wszystko. Nic mu nie stawi czoła. Problem pojawia się, gdy przez cały czas jemy dużo cukrów i węglowodanów: na śniadanie, przekąska przed południem, obiad, przekąska po południu, kolacja, podjadanie wieczorem, w związku z czym żołądek nigdy się nie opróżnia, pozbawiamy górny odcinek jelita sterylności. Kiedy nie ma tam wystarczającego poziomu kwasowości, wprowadzają się bakterie i drożdże. Za każdym razem, gdy pijesz lub coś jesz, spożywasz też mikroorganizmy, które zaczynają kolonizować górny odcinek jelita, a następnie uruchamiają procesy fermentacji. Fermentujący górny odcinek jelita to naprawdę poważny problem. Nazywam to celowo „fermentującym górnym odcinkiem jelita”, nie precyzując o jakie konkretne mikroorganizmy chodzi. Są to po części nadmiernie rozrastające się bakterie z jelita cienkiego, po części pasożyty lub drożdżaki candida. Zasadniczo pokarm jest spożywany przez mikroby, a nie przeze mnie. Kiedy tak się dzieje, pojawia się cała masa problemów. Po pierwsze, te mikroby są tak samo głodne mikroelementów jak ty czy ja, ale to one są pierwsze w kolejce. To one są uprzywilejowane. Dlatego u osób z fermentacją w górnym odcinku jelita często obserwujemy niski poziom ferrytyny czy niski poziom żelaza, a także niedobory innych mikroelementów. Drugim problemem jest to, że mikroorganizmy fermentują, wytwarzając przy tym mnóstwo toksycznych substancji. Jeśli chodzi o mnie, to jest jedna rzecz, której nie odważyłabym się trzymać w domu: to winogrona! Bo gdybym zjadła jedno winogrono, to zniknęłoby całe grono. A to oznaczałoby spożycie cukru i drożdży, bo każde winogrono jest pokryte drożdżami. Właśnie ten sposób produkuje się wino. Następnie zaczęłbym fermentować te cukry, produkując alkohol, a konkretnie alkohol etylowy, choć nie tylko. Inne pokarmy ulegną fermentacji, tworząc alkohol propylowy, alkohol butylowy, d-mleczan, siarkowodór i inne związki. To wszystko są trucizny. Wszystkie muszą zostać zneutralizowane w wątrobie. A proces detoksykacji wymaga ogromnych nakładów energii. Tak więc sama detoksykacja to kolejny cios dla naszego zapasu energii. Oczywiście nie chodzi tylko o produkty fermentacji. Same mikroorganizmy wytwarzają toksyny, bakterie wytwarzają endotoksyny bakteryjne, które muszą zostać zneutralizowane. Grzyby produkują mykotoksyny, które również muszą zostać zneutralizowane. Jednak jest jeszcze inny problem, który moim zdaniem jest ogromny i jednocześnie niedoceniany przez medycynę konwencjonalną: mikroorganizmy mogą przedostać się do krwiobiegu i dotrzeć do różnych części ciała, gdzie wywołują stan zapalny. Określam to mianem alergii na mikroorganizmy z górnej części jelita, znanej też pod nazwą mimikry molekularnej. Jeśli te mikroorganizmy zagnieżdżą się w stawach, powstaje stan zapalny, nazywamy zapaleniem stawów. Jeśli zagnieżdżą się w ścianie jelita, mówimy o chorobie zapalnej jelit. Jeśli zagnieżdżą się w płucach, nazywamy to astmą wewnątrzpochodną. Jeśli zagnieżdżą się w nerkach, nazywamy to kłębuszkowym zapaleniem nerek. Co ciekawe, mikroby te mogą zagnieździć się w mózgu, potencjalnie prowadząc do fermentacji neuroprzekaźników, przekształcając noradrenalinę, adrenalinę i substancje serotonergiczne w LSD i substancje amfetaminopodobne. A to stanowi podstawę psychozy. Tak więc fermentacja w górnym odcinku jelita jest odpowiedzialna za wiele patologii. Między innymi robi wyrwę w naszym wiadrze energii oraz upośledza mechanizmy dostarczania energii. Podsumowując, wszystko zaczyna się od diety i funkcji jelit. Zadbajcie o jelita. To niezwykle ważne.