Redakcja Mito-Med: Dziękuję za wskazówki. Już mówiłyśmy o chorobach autoimmunologicznych, a kolejna słuchaczka zadała pytanie na temat Hashimoto. Pytanie brzmi: „Czy to prawda ze można mieć Hashimoto i nie mieć niedoczynności tarczycy? Jakie są wtedy objawy? Jak się to leczy? Myślałam, że Hashimoto to automatycznie niedoczynność tarczycy.”
Dr Sarah Myhill: Odpowiedź brzmi, że tak prawdopodobnie jest, tylko mówimy tu o dwóch odrębnych rzeczach. O chorobie Hashimoto mówimy, kiedy ciało produkuje przeciwciała przeciwko gruczołowi tarczycy, w ten sposób stopniowo niszcząc tarczycę. Wiemy, że u podłoża tego procesu mogą leżeć takie czynniki ryzyka jak niedobór witaminy D, a także spożywanie zbóż zawierających gluten. Są też inne przyczyny, w tym prawdopodobnie bakterie fermentujące w jelicie cienkim. Na wczesnym etapie choroby Hashimoto można mieć wysoki poziom przeciwciał, ale tarczyca jeszcze nie została zupełnie zniszczona, więc jeszcze nie ma objawów niedoczynności. Niemniej jednak choroba będzie postępować i prawie na pewno rozwinie się niedoczynność. W tej sytuacji trzeba będzie do końca życia przyjmować hormony tarczycy.
Redakcja Mito-Med: Kolejna osoba też pyta o tarczycę. Po pierwsze dziękuje Pani Doktor za cenne wskazówki. Ma niedoczynność tarczycy i bierze EUTHYROX N75 od 10 lat, ma nadciśnienie i nie może schudnąć. Waży 84 kg. Czy ma Pani jakąś radę?
Dr Sarah Myhill: Mam kilka uwag. Po pierwsze, dawka hormonów tarczycy zależy od masy ciała. A dawka przyjmowana przez słuchaczkę przy wadze 84 kg może być niewystarczająca. Problem polega na tym, że lekarze dobierają dawkę hormonów tarczycy patrząc wyłącznie na testy krwi. To nie wystarczy, musimy brać pod uwagę cały obraz kliniczny. Przypuszczam, że tętno naszej słuchaczki w spoczynku jest niskie. Tętno w spoczynku powinno wynosić między 70 a 75 uderzeń na minutę. Domyślam się, że tętno naszej słuchaczki wynosi około 60, pewnie też jest zmęczona, źle śpi, ma mało energii, mózg nie działa prawidłowo, więc potrzebuje większej dawki. Ponieważ waży 84 kilogramy to powinna przyjmować 125 mikrogramów, a nawet 150 mikrogramów tyroksyny. Jak już ustawi odpowiednią dawkę, to jej organizm dużo łatwiej będzie spalał tłuszcz. W prawidłowych warunkach nasze ciało spala tłuszcz za pomocą hormonów tarczycy, a jeśli ktoś ma niedoczynność, to tłuszcz jest spalany za pomocą adrenaliny, a ona powoduje nadciśnienie. Także nasza słuchaczka powinna zwiększyć dawkę hormonów tarczycy i wejść w stan ketozy, czyli przejść na dietę ketogeniczną. Wtedy dużo łatwiej będzie stosować post przerywany i zrzucić wagę. Czyli musi zrobić te dwie rzeczy równolegle oraz obserwować ciśnienie krwi. Należy uważać ze zbyt szybkim zwiększaniem dawki hormonów, bo jeśli ktoś nie jest na diecie ketogenicznej, to w rezultacie ciśnienie może wzrosnąć. Także to są moje zalecenia.
Redakcja Mito-Med: Pani doktor, dziękuję za wspaniałe rady. Zrobimy sobie teraz małą przerwę, ale zostańcie z nami, bo nadal będziemy rozmawiać o niedoczynności tarczycy, niewydolności nadnerczy oraz diecie keto.
Redakcja Mito-Med: Witamy ponownie, jesteśmy z dr Sarą Myhill, i kontynuujemy tematy z poprzedniej części, czyli niedoczynność tarczycy i niewydolność nadnerczy. Jedna z polskich fanek pani doktor zadała następujące pytanie: Czy ludzie, którzy mają niedoczynność tarczycy lub niewydolność nadnerczy, mogą przejść na keto? Czy dieta nisko-węglowodanowa, ale nie keto też jest ok?
Dr Sarah Myhill: To zależy, ale oczywiście że, można przejść na dietę ketogeniczną jeśli się ma niedoczynność tarczycy lub niewydolność nadnerczy, a wręcz powinno się to zrobić. Jest to poprawna dieta z ewolucyjnego punktu widzenia. To punkt wyjścia do leczenia każdego problemu. Powrót do zdrowia, po dowolnej chorobie, można porównać do budowy domu. Fundamentem tego domu jest dieta paleo-ketogeniczna. Jak najbardziej można i trzeba to zrobić. Jeśli chodzi o dietę niskowęglowodanową, to zależy jak ją zdefiniujemy. Mój problem polega na tym, że podobnie jak wielu ludzi, jestem uzależniona od cukru. Jak to bywa z uzależnieniami, najlepiej w ogóle nie przyjmować danej substancji, ja w ogóle nie jem cukru, nie jem ciastek, ciast czy słodkich potraw, bo po nich włącza mi się chęć na węglowodany, chcę więcej i więcej i więcej. Mam w sobie na tyle dyscypliny, żeby odmówić pierwszego ciasteczka, ale gdybym je zjadła, to musiałabym zjeść kolejne. Wiele osób zauważa, że jak przechodzi na dietę niskowęglowodanową, to nie pozbywa się uzależnienia od cukru i od węglowodanów. Oczywiście ja też nie jestem uosobieniem cnót, jak idę na przyjęcie, to pozwalam sobie na deser, nie ma problemu, o ile powrócę do dyscypliny kolejnego dnia. Uzależnienie od cukru jest takie samo jak uzależnienie od alkoholu. W Wielkiej Brytanii mamy spotkania anonimowych alkoholików, na których można się dzielić swoimi problemami z alkoholem. Ich podstawową zasadą jest całkowita abstynencja. Alkoholicy wiedzą, że jak wezmą jeden łyk wina czy sherry to natychmiast będą chcieli więcej i wrócą do picia. Wiele osób tak ma z cukrami i węglowodanami. Dodałabym do tego ultraprzetworzoną żywność, ponieważ została ona tak zaprojektowana, aby uzależniać. Człowiek nie jest w stanie przerwać jedzenia, ta żywność wyłącza hormon sytości, więc jemy i jemy i jemy, a w rezultacie tyjemy. Wracając do pytania: zależy od tego jak zdefiniujemy dietę niskowęglowodanową. Jeśli tylko czasami zachowujemy się jak „świnka”, a ja jak najbardziej robię z siebie czasem taką „świnkę”, a potem wracamy do dyscypliny, to nie ma problemu. Mi samej dużo łatwiej jeść wyłącznie potrawy keto i niewiele węglowodanów, bo dzięki temu nie mam łaknienia na niezdrowe rzeczy i z łatwością stosuję jedzenie ograniczone czasowo. Dzisiaj akurat jem lunch i kolację, ale jutro będę jadła tylko kolację i nie jest to dla mnie problemem. Wręcz robię sobie dni postne, kiedy potrzebuję wytężonej pracy mózgu, bo mój mózg budzi się kiedy poszczę. Popatrzmy na wiele kultur religijnych, na wielkich myślicieli, wielkich joginów i księży, którzy poszczą przed większymi ceremoniami religijnymi, bo ich mózg pracuje wtedy lepiej. To jest niezgodne z intuicją, ale poszczenie daje nam energię, podczas kiedy biesiadowanie ma przeciwny efekt. Już wyjaśniam dlaczego. Z ewolucyjnego punktu widzenia, nasza zdolność przeżycia była zależna od dostępności jedzenia. Ewolucyjnie stworzyliśmy mechanizmy, żeby się do tego dopasować. Jesienią jedzenia jest dużo, na drzewach rosną jabłka, gruszki i banany, dostępne są warzywa korzeniowe – to wszystko są węglowodany, które włączają gen uzależnienia od węglowodanów, a on sprawia, że jemy i jemy i jemy. Na jesieni przybieramy na wadze. Jednocześnie robimy się zmęczeni. Więc wylegujemy się, siedzimy przy kominku, opowiadamy historie, śmiejemy się, bo jedzenia jest pod dostatkiem i przybieramy na wadze. Duża dostępność jedzenia sprawia, że jesteśmy ospali, przestajemy wydatkować energię, ponieważ chcemy zmagazynować to jedzenie w postaci tłuszczu. Dzięki temu będziemy mogli przeżyć zimę. Kiedy jedzenie się kończy, kiedy jesteśmy głodni, mamy więcej energii, nasz mózg pracuje lepiej, żebyśmy mogli lepiej polować. Musieliśmy polować w zimie, ponieważ na polach nie było jedzenia, prawdopodobnie zjedliśmy wszystkie zapasy. Jest to bardzo nieintuicyjne, ale poszczenie wyostrza nasz mózg, a biesiadowanie prowadzi do zmęczenia. Wiadomo, że nie możemy wiecznie pościć, ale krótkotrwały, kilkudniowy post daje nam energię i wyostrza pracę mózgu. A jak wejdziemy w ten stan i możemy go poczuć, zauważamy jakie to fajne uczucie. Można wtedy dużo zrobić. Kiedy planuję swoją pracę, na przykład kiedy chcę pisać, to robię sobie dzień postny. Jak organizuję całodniowe warsztaty online, często robię to właśnie w taki dzień, ponieważ wtedy funkcjonuję lepiej.
Wracając do pytania: to zależy. U mnie dieta niskowęglowodanowa nie zadziała, ponieważ natychmiast włącza moje uzależnienie, a poza tym lubię moje dni postne.
