Historie z gabinetu – przypadek kliniczny nr 2

Dr Sarah kolejny raz wskazuje, bazując na swoim lekarskim doświadczeniu, jak dieta oraz otoczenie wpływają na nasz stan zdrowia. Zapraszamy do wysłuchania następnego z serii podcastów, w którym omawiane są konkretne chorobowe przypadki pacjentów dr Sarah Myhill.

Mito-med.pl - Podcasty
Mito-med.pl - Podcasty
Historie z gabinetu - przypadek kliniczny nr 2
Loading
/

Redakcja Mito-Med: Witamy ponownie w wywiadzie Mitomed z naszą ulubioną panią doktor, Sarą Myhill. Będziemy mieli teraz przyjemność zagłębienia się w drugi przypadek pacjenta i już nie mogę się doczekać, aby poznać intrygujące szczegóły. Przekazuję Pani głos pani doktor!

Dr Sarah Myhill: Bardzo dziękuję. Tym razem porozmawiamy o zaburzeniach rytmu serca, ponieważ są one dziś prawdziwą epidemią. Do najczęstszych z nich należy arytmia komorowa, kiedy serce przeskakuje uderzenia. Arytmia serca objawia się nieregularną, zbyt szybką lub zbyt wolną pracą serca. Prawdopodobnie najczęstszą arytmią komorową, która jest stosunkowo łagodna, jest migotanie przedsionków. Mamy dziś do czynienia z epidemią migotania przedsionków. Według statystyk, jest to zaburzenie, które staje się coraz powszechniejsze. Migotanie przedsionków objawia się nieregularnym biciem serca. Kiedy serce pracuje prawidłowo, jego górna część, przedsionki, kurczą się i pompują krew do dolnej części serca, komór, a następnie komory kurczą się, wysyłając krew do całego ciała. Także ten proces składa się z dwóch części. W migotaniu przedsionków skurcze górnej części serca są nieregularne, tak naprawdę zamiast skurczy przedsionków występuje ich drżenie. Nazywamy to migotaniem przedsionków. W rezultacie dolna część serca czyli komory nie napełniają się szybko i skutecznie.

Oznacza to, że pojemność minutowa serca spada. A jeśli spada pojemność minutowa serca, to mamy mniej energii. Dodatkowo w górnej części serca, w wyniku migotania, dochodzi do tworzenia się skrzepów krwi, co stanowi ryzyko udaru mózgu. Migotanie przedsionków jest więc poważną diagnozą, którą należy odpowiednio leczyć. Ja zawsze wracam do podstaw i zadaję sobie pytanie: dlaczego tak się dzieje? Oto historia przypadku Neda. Kiedy zgłosił się do mnie po raz pierwszy w 2014 roku, był szczupły, wysportowany i bardzo dumny, że jest w stanie pokonywać długie dystanse i dotrzymywać kroku najlepszym. Nagle okazało się, że nie jest w stanie tego robić. Co zabawne, stało się to podczas wspólnej długodystansowej wyprawy. Raz w roku organizuję wyprawę po Walii, część z nas jedzie konno, a pozostali, w tym Ned, idą pieszo. Zwykle był na przodzie i zawsze pierwszy stawał na szczycie wzgórz. W pewnym momencie zorientował się, że nie daje rady, brakuje mu tchu. A jeśli bardzo się forsował, pojawiał się ból w klatce piersiowej.

Kluczową kwestią dotyczącą migotania przedsionków jest to, że bardzo łatwo je zdiagnozować. Wystarczy wyczuć tętno. Wszyscy powinniśmy nauczyć się mierzyć tętno. To bardzo łatwe. Najwygodniej jest to zrobić na nadgarstku. Tętnica promieniowa, którą narysowałam na nadgarstku, leży mniej więcej tutaj. Jeśli mierzysz swój puls, najłatwiej jest go wyczuć kciukiem, ponieważ jest on najbardziej wrażliwy. To bardzo przydatna technika, której każdy powinien się nauczyć i nie ma w niej nic trudnego. Także sprawdź swój puls. Kiedy po raz pierwszy przyłożysz kciuk, być może nic nie poczujesz, ale poczekaj chwilę i daj sobie trochę czasu, aż w końcu poczujesz swój puls. Potrzebne nam są dwie informacje. Po pierwsze, ile mamy uderzeń na minutę? Po drugie, jak regularne jest nasze tętno? Tętno w spoczynku powinno wynosić między 70 a 75 uderzeń na minutę. Jeśli jesteś sportowcem, serce bije znacznie wolniej, bo jest silniejsze i mocniejsze, więc nie musi bić tak szybko.

U większości ludzi tętno mieści się w przedziale między 70 a 75. Czyli w pierwszej kolejności musimy policzyć ile mamy uderzeń na minutę. Weźcie sobie zegarek lub stoper i po prostu policzcie. Po drugie sprawdźcie czy wasze tętno jest regularne czy nie? Prawidłowe tętno nie jest metronomiczne, nie jest absolutnie równe. Nieznacznie wzrasta, gdy robimy wdech i zwalnia, gdy robimy wydech. Występuje więc niewielka zmienność. Natomiast kiedy cierpisz na zaburzenia rytmu, ta zmienność jest bardzo dobrze wyczuwalna. Najczęstszym zaburzeniem jest arytmia komorowa. Kiedy mierzysz tętno na nadgarstku, jest ono regularne, regularne, regularne … i zatrzymuje się. Następuje przerwa, jakby serce przeskoczyło jedno uderzenie, a następnie wraca do normy i puls jest znowu regularny. W tym wypadku serce dodaje jedno uderzenie i niektórzy to czują. Niektórzy to czują. Komentują, że to tak, jakby ich serce wykonało fikołka lub podskoczyło. Bardzo łatwo to sprawdzić, ponieważ gdy serce wykonuje skok, na nadgarstku brakuje pulsu.

Więc łatwo zdiagnozować tę arytmię. Występuje często i jest odwracalna. Jeśli pójdziesz do kardiologa lub lekarza rodzinnego z arytmią komorową, prawdopodobnie usłyszysz, że nie masz wielu dodatkowych skurczów, wszystko jest w normie, nie martw się tym, to nic poważnego. I mają rację, to nic poważnego, ale to żółta kartka, ostrzeżenie organizmu, że coś jest nie tak. Najczęstszą przyczyną arytmii komorowej jest niedobór magnezu. Mówiliśmy już o niedoborze magnezu, który jest niezbędny w prawidłowej pracy serca. Potrzebujemy wapnia, aby serce się kurczyło oraz magnezu, aby się rozkurczało. A jeśli mamy niedobór, to przewodnictwo elektryczne serca ulega zaburzeniu i pojawia się dodatkowe uderzenie. To przyczyna numer jeden. Z kolei zbyt duże spożycie kofeiny, zbyt duża ekscytacja powoduje, że serce się uwrażliwia i może dorzucić dodatkowe uderzenie. Dlatego w pierwszej kolejności zalecam moim pacjentom, aby unikali kofeiny i przyjmowali suplementy magnezu. Dla dobrego wchłaniania magnezu, potrzebna jest witamina D. Wszystkim zalecam przyjmowanie 10 000 międzynarodowych jednostek witaminy D.

To nie jest duża dawka. Jak wyjdziecie na zewnątrz w słoneczny dzień lub się opalacie, wasze ciało wytworzy do 25 000 jednostek międzynarodowych witaminy D. Ewoluowaliśmy w Afryce, gdzie jest dużo słońca. Ludzie żyjący w Afryce w słonecznym klimacie mają dobry poziom witaminy D. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii mamy niski poziom witaminy D. W Polsce jest podobnie, ponieważ jesteście na podobnej szerokości geograficznej co my. Tak więc witamina D jest naprawdę ważnym składnikiem. U niektórych ludzi arytmia komorowa pojawia się w związku z alergiami pokarmowymi. Większość ludzi zdaje sobie sprawę, że je ma. Najczęściej wywołują je produkty mleczne i gluten. To tyle jeśli chodzi o arytmię komorową, jest to dosyć prosty temat. Inaczej jest z migotaniem przedsionków, kiedy tętno jest bardzo zmienne. Jeśli spróbujesz je zmierzyć, będzie to nierównomierny rytm w stylu: bum, bum, bum, bum, bum, zupełnie jakby dyrygent orkiestry był pijany i stracił rytm. Bardzo łatwo to rozpoznać mierząc puls, który jest nie tylko nieregularny pod względem odstępów między uderzeniami, ale także pod względem mocy.

Jak już nauczysz się mierzyć swój własny puls, im lepiej będziesz go wyczuwać, tym lepiej go zrozumiesz i będziesz czuć, że pojawia się silne uderzenie, a następnie raczej słaby puls, następnie znowu słaby puls, a potem silny. Także jest on nieregularny. W klasycznym w przebiegu migotania przedsionków tętno jest nieregularne. Dzieje się tak, ponieważ przedsionki migotają i nie pojawia się regularny puls. Tak właśnie było w przypadku Neda, rozwinęło się u niego migotanie przedsionków. Problem polega na tym, że w przebiegu tej arytmii serce nie pracuje wydajnie, ponieważ czasami do komór napływa dużo krwi, powodując silne bicie, a czasami napływa mało krwi, powodując słabe uderzenia. Także uderzenia serca są mniej wydajne. W rzeczywistości objętość minutowa serca spada o około 20%. Jeśli jesteś sportowcem, 20% to bardzo dużo. To różnica między złotym medalem a niezakwalifikowaniem się do zawodów. Osoby z migotaniem przedsionków nigdy nie będą świetnymi sportowcami. A Ned był tak dumny ze swojej kondycji fizycznej.

Musiałam więc zadać sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje? Jedną z przyczyn jest oczywiście choroba tętnic. Jeśli rozrusznik serca nie jest dobrze zaopatrywany w tlen i paliwo, przestaje działać. Wówczas inne rozruszniki przejmują jego pracę i dochodzi do migotania przedsionków. Ale w przypadku Neda było inaczej, ponieważ poza tą jedną rzeczą był sprawny i zdrowy, dobrze się odżywiał, miał prawidłowy poziom homocysteiny, więc musiałam znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego? Niestety otaczające nas środowisko jest zanieczyszczone i każdy jest wystawiony na działanie jakiejś toksyny. W moim gabinecie regularnie zlecam różne testy toksyczności w kierunku metali ciężkich, pestycydów lub lotnych związków organicznych. I muszę powiedzieć, że one nigdy nie wychodzą prawidłowo. Wszyscy jesteśmy obciążeni toksynami. Ponieważ na serce najbardziej wpływają metale ciężkie, dlatego zdecydowałam się przeprowadzić test na ich obecność. Jest to badanie robione z moczu, tylko trzeba pamiętać, że jednorazowe badanie próbki moczu nie wystarczy. Problem z metalami polega na tym, że one pozostają w organizmie, zwłaszcza jeśli mamy niedobór jakiegoś składnika.

Jeśli mamy niedobór cynku, selenu, miedzi lub magnezu, nasz organizm znajdzie sobie coś innego, co jest podobne do tych przyjaznych pierwiastków śladowych. Może to być toksyczny metal, taki jak ołów, arsen, rtęć czy aluminium. W ten sposób metale ciężkie dostają się do tkanek, głównie mózgu, serca, nerek i kości, bo właśnie w tych czterech miejscach najczęściej się akumulują. Dlatego wykonując badanie krwi lub zwykłe badanie moczu, nie zobaczymy metali ciężkich, a jeszcze żaden z moich pacjentów nie zdecydował się na biopsję serca czy mózgu. To się nie wydarzy. Ale na szczęście obciążenie toksycznymi metalami można zmierzyć za pomocą środka chelatującego. Słowo chelat, pochodzi z greckiego i oznacza pazur. Środek chelatujący chwyta toksyczne metale i wyciąga je z moczem. Najlepszym środkiem chelatującym, który bardzo lubię używać, jest DMSA, kwas dimerkaptobursztynowy. Możemy zdiagnozować metale ciężkie, przyjmując DMSA w dawce 15 miligramów na kilogram masy ciała.

Mocz zbiera się przez 6 godzin, a następnie wysyła do laboratorium, które robi badania w kierunku toksycznych metali, takich jak ołów, arsen, aluminium itp. Co ciekawe, Ned miał bardzo wysoki poziom ołowiu w moczu. W zasadzie ołów nie powinien w ogóle znajdować się w organizmie człowieka, ale wszyscy mamy jego niewielkie ilości. Dopuszczalny poziom ołowiu w moczu wynosi około 2,2 mikromoli na litr, a on miał 37,17. To był naprawdę bardzo wysoki poziom. Skąd bierze się ołów? W jego przypadku ołów dostał się do jego organizmu, gdy był dzieckiem. Mieszkał wtedy w starym wiktoriańskim domu, w którym woda płynęła ołowianymi rurami. W epoce wiktoriańskiej ołów był rutynowo stosowany w rurach wodociągowych, ponieważ łatwo się go formuje, uszczelniania i tak dalej. Więc technicznie jest to dobre rozwiązanie, ale z medycznego punktu widzenia to absolutna katastrofa. Miałam też inną pacjentkę, której organizm był również zatruty ołowiem. Mieszkała na szkockiej wyspie, gdzie znajdowały się kopalnie ołowiu.

Jej woda była zatruta ołowiem. Co gorsza, żyli z uprawy ziemi, dodatkowo ojciec polował na jelenie i bażanty. Naboje, których używał były wykonane z ołowiu, ponieważ jest on bardzo gęsty. Brytyjskie Stowarzyszenie Strzelectwa i Ochrony Przyrody przeprowadziło bardzo interesujące badanie dotyczące zawartości ołowiu w bażantach. Strzelanie do bażantów w Wielkiej Brytanii cieszy się dużą popularnością. Okazuje się, że używane naboje zawierają mnóstwo małych cząsteczek ołowiu, które pozostają w ciele zastrzelonego ptaka. Jeśli je zjemy, możemy się zatruć. Tak więc w przypadku mojej drugiej pacjentki miałam do czynienia ze skumulowanym efektem kopalni ołowiu w pobliżu miejsca zamieszkania, ołowiu w wodzie, a także ołowiu w jedzeniu. Poziom ołowiu w jej organizmie wynosił ponad 70. Również u niej występowało migotanie przedsionków. Co ciekawe, rozwinęła się u niej również tyreotoksykoza. Podejrzewam, że zatrucie ołowiem miało w tym znaczący udział. Więc po odkryciu, że ma wysoki poziom ołowiu, musiałam jakoś go obniżyć.

Niektóre z zaleceń, które rutynowo dostają wszyscy moi pacjenci, takie jak przyjmowanie witaminy C i jodu, pomagają usunąć ołów z organizmu. To dobry początek. Ale ponieważ u tej pacjentki poziom ołowiu był tak wysoki, zdecydowałam się na terapię chelatującą. Jest ona bardzo łatwa do przeprowadzenia, każdy może ją zastosować. Wystarczy przyjmować DMSA. Leczenie jest równie proste co diagnoza problemu. Dawka DMSA wynosi 15 miligramów na kilogram, raz w tygodniu. Nie wolno przyjmować DMSA w sposób ciągły, ponieważ przyjmowanie DMSA przez cały czas nie tylko usuwa toksyczne metale na drodze chelatacji, ale także pozbywa się metali przyjaznych. Także podajemy DMSA w jednej dawce raz w tygodniu, i tego dnia nie przyjmujemy żadnych minerałów. Następnie przez pozostałe sześć dni w tygodniu uzupełniamy wszystkie pożądane minerały. W Wielkiej Brytanii stosujemy mój preparat o nazwie SUNSHINE SALT, który zawiera wszystkie niezbędne minerały. Ale w Polsce możecie zaopatrzyć się w dobry preparat multiwitaminowy, zawierający magnez, cynk, miedź, selen, chrom, molibden i tak dalej.

Tak więc w dniu chelatacji usuwamy dobre i złe minerały, a następnie zastępujemy je dobrymi. W zależności od poziomu ołowiu w organizmie, możecie kontynuować kurację przez 12 tygodni, 16 tygodni, 20 tygodni i tak dalej. Ned przyjmował DMSA przez 16 tygodni, a następnie powtórzyliśmy badanie, ponieważ chciałam sprawdzić, czy poziom ołowiu spadł. I rzeczywiście spadł do 3,63, co pokazuje, że DMSA działa bardzo skutecznie. To tylko historia jednego przypadku, ale wiadomo, że nie polegamy na historii jednego przypadku, aby orzec czy leczenie jest skuteczne. Wszystkie badania zostały już przeprowadzone przez wspaniałą niemiecką lekarkę dr Eleanor Blaurock-Busch, która prowadzi laboratorium w Niemczech o nazwie Micro Trace Minerals. Istnieje wiele dowodów na to, że terapia chelatowa jest wysoce skuteczna w zmniejszaniu obciążenia metalami ciężkimi. Także dziś już wiemy, na jakiej zasadzie ona działa, ale zanim zostało to opisane, terapia chelatowa była z powodzeniem stosowana w leczeniu chorób tętnic i serca. Możliwe więc, że ma więcej zalet.

W każdym razie udało nam się obniżyć poziom ołowiu u Neda. Następnie został poddany kardiowersji. Jak dobrze wiadomo, u osób z migotaniem przedsionków można przywrócić regularny rytm wykonując wstrząs elektryczny, choć moim zdaniem terapia elektrowstrząsowa nie ma sensu, dopóki nie zidentyfikuje się przyczyny migotania przedsionków. Jeśli nie rozpoznamy przyczyny migotania przedsionków, to ono po prostu powróci z tych samych powodów, które je pierwotnie wywołały. Więc jeśli ktoś zgłasza się do mnie z migotaniem przedsionków, najchętniej przestawiam go na dietę paleo-ketogeniczną, ponieważ przyczyną migotania może być alergia. Sprawdzam poziom homocysteiny, ponieważ przyczyną może być też słabe ukrwienie. A także sprawdzam poziom toksycznych metali w organizmie. Dopiero kiedy to wszystko zostanie wdrożone, można wykonać kardiowersję prądem stałym i mieć nadzieję, że serce na stałe powróci do normalnego rytmu. I tak właśnie się stało w przypadku Neda. Po raz pierwszy zgłosił się do mnie w 2014 roku. Jak już wspomniałam, jest moim dobrym przyjacielem. W międzyczasie minęło 10 lat, a jego serce pracuje prawidłowo i od tego czasu zachowuje normalny rytm.

To tyle w kwestii diagnozy. Kolejny aspekt migotania przedsionków to skłonność do tworzenia zakrzepów. Jeśli serce nie bije wydajnie, jeśli migocze, jeśli się trzęsie, mogą tworzyć się skrzepy krwi. To bardzo cienka linia i nawet kardiolodzy mają z tym problem. Czy powinniśmy podawać danej osobie leki przeciwzakrzepowe, czy nie? Ogólne podejście jest takie, że w przypadku osób młodych być może tak, a u starszych raczej nie. Problem polega na tym, że jeśli się przewrócisz i skaleczysz, to jeśli przyjmujesz leki przeciwzakrzepowe, będziesz krwawić, krwawić i krwawić. A jeśli uderzysz się w głowę, może wystąpić krwawienie do mózgu. Najgorsze jest to, że nawet nie zauważysz, że masz krwawienie do mózgu, ponieważ mózg nie posiada receptorów odpowiedzialnych za ból. Nie lubię, gdy ludzie przyjmują leki przeciwzakrzepowe, takie jak warfaryna czy aspiryna, właśnie ze względu na ryzyko krwawienia do mózgu. Ale istnieją skuteczne sposoby na zatrzymanie krzepnięcia. Najważniejszą przyczyną, leżącą u podstaw skłonności do zakrzepów krwi, jest spożywanie cukru. Cukier jest lepką substancją. Wiemy, że osoby chorujące na cukrzycę mają znacznie większe ryzyko powstawania zakrzepów.

Także samo przejście na dietę paleo-ketogeniczną znacznie zmniejszy ryzyko powstawania zakrzepów. Ketony mają działanie przeciwzapalne i hamują krzepnięcie. Ale oczywiście dieta paleo-ketogeniczna jest dietą ketogeniczną, przestawia nasze ciało na ketony, co samo w sobie działa przeciwzakrzepowo. Dodatkowo można przyjmować oleje rybne. Wiemy, że oleje rybne chronią przed krzepnięciem i wszyscy powinniśmy je przyjmować, bo mają pozytywny wpływ na organizm. Wiemy, że oleje rybne chronią przed demencją. Także jedzcie dobrej jakości ryby lub przyjmujcie na przykład olej z wątroby dorsza. Tylko pamiętajcie, że muszą to być czyste oleje, ponieważ oceany są dziś zanieczyszczone. Pestycydy i metale ciężkie gromadzą się w wodzie, kumulują się w łańcuchu pokarmowym, dlatego ryby często zawierają metale ciężkie. Także jeśli przyjmujesz olej z wątroby dorsza, sprawdź czy został przefiltrowany przez węgiel aktywny, który usuwa metale ciężkie, pestycydy i zanieczyszczenia organiczne. Po trzecie warto pamiętać o witaminie K. Powszechnie wiadomo, że witamina K bierze udział w procesie krzepnięcia. Można by pomyśleć, że jej przyjmowanie jest kiepskim pomysłem, prawda?

Jednak witamina K ma bardzo interesującą właściwość. Można ją znaleźć w wyściółce naczyń krwionośnych. Jeśli ściana naczynia krwionośnego pozostaje nienaruszona, witamina K hamuje krzepnięcie. Natomiast jeśli ściana naczynia krwionośnego ulegnie uszkodzeniu, witamina K stymuluje krzepnięcie. Jest to oczywiście bardzo pożądany stan rzeczy. Ma ona działanie dwufazowe. Witamina K wprawdzie znajduje się w pożywieniu, ale jej głównym źródłem jest mikrobiom jelita grubego. A jeśli masz dobry mikrobiom, to twój organizm wyprodukuje jej tyle ile potrzebuje. Problem z nowoczesną dietą polega na tym, że nie jest dobra dla naszego mikrobiomu z dwóch powodów. Po pierwsze, glifosat, który jest najczęściej stosowanym pestycydem na świecie, zabija około 54% mikrobiomu. Także uszkadzamy nasz mikrobiom po prostu nie jedząc żywności ekologicznej. Jeśli możecie pozwolić sobie na żywność ekologiczną, to korzystajcie z tego. Po drugie, być może nasza wiedza o mikrobiomie jest ograniczona, ale wiemy dobrze, że im bardziej jest zróżnicowany, tym jesteśmy zdrowsi. A dla zróżnicowanego mikrobiomu decydująca jest zróżnicowana dieta.

Wszyscy powinniśmy więc starać się jeść co najmniej 30 różnych produktów spożywczych tygodniowo. Nasza dieta powinna być jak najbardziej zróżnicowana. Dieta paleo-ketogeniczna jest z natury zróżnicowana. A jedząc żywność sezonową: zimą kapustę i por, a latem sałatki, rośliny strączkowe i fasolę, również wspieramy nasz mikrobiom. Mam szczęście, ponieważ jestem zapaloną ogrodniczką, więc moja żywność jest organiczna i zróżnicowana. W ten sposób dbam o swój mikrobiom. Jeśli nie macie takiej możliwości, to dobrym pomysłem byłoby przyjmowanie witaminy K, najlepiej w dawce około jednego miligrama dziennie. Moim zdaniem (i zdaję sobie sprawę, że niektórzy kardiolodzy mogliby je podważyć) stosując dietę paleo-ketogeniczną, przyjmując oleje rybne i witaminy możemy znacząco zredukować ryzyko powstawania zakrzepów. Wszystkie te interwencje są bezpieczne i korzystne dla zdrowia pod wieloma innymi względami. Ned zastosował się do tych zaleceń, jest bardzo sprawny i ma się dobrze. To było jakieś 10 lat temu, on jest troszkę starszy ode mnie. Ma teraz chyba 67 czy 68 lat. W ten sposób radzimy sobie z arytmią serca oraz migotaniem przedsionków.

Redakcja Mito-Med: Wspomniała pani doktor o zbieraniu moczu przez 6 godzin. Jeśli ktoś chciałby zbadać swój mocz na obecność metali ciężkich, to czy ma znaczenie o której porze dnia to robimy?

Dr Sarah Myhill: Trzeba pamiętać o obecności czynnika chelatującego. Ja stosuję kwas DMSA. Można go kupić online pod nazwą Captomer, C-A-P-T-O-M-E-R. Zalecana dawka wynosi 15 miligramów na kilogram masy ciała. Więc jeśli chcesz się zbadać, polecam test w laboratorium (ja akurat korzystam z Biolab w Londynie lub Genova Laboratories, które zajmują się metalami toksycznymi). Czyli zamawiasz test, następnie przychodzi do ciebie zestaw. Rano po przebudzeniu opróżniasz pęcherz, przyjmujesz DMSA w dawce 15 miligramów na kilogram masy ciała, prawdopodobnie jakieś 900 miligramów, może gram DMSA, a następnie zbierasz cały mocz przez 6 godzin. Potem wysyłasz próbkę do laboratorium. Jeszcze raz chciałam podkreślić, że DMSA chelatuje również przyjazne minerały, takie jak cynk, selen, mangan, chrom, kobalt i miedź. Spodziewam się zobaczyć w wynikach wysokie poziomy tych minerałów. W wynikach zobaczycie wysokie poziomy miedzi, cynku, manganu i tak dalej, nie dlatego, że są toksyczne, ale po prostu dlatego, że DMSA je chelatuje.

Jeśli ich poziom w wynikach jest normalny, to mogę wywnioskować, że pacjent ma niedobór. To kolejna bardzo przydatna wskazówka wynikająca z wykonania tego testu. Jeśli z kolei w wynikach pojawiło się dużo aluminium, rtęci, arsenu, to znaczy, że jesteś zatruty. Zapomniałam wspomnieć, że jak już zidentyfikujemy toksyczny metal, musimy zadać sobie pytanie, skąd on pochodzi. Wspomnieliśmy już ołów pochodzący z rur wodociągowych czy z benzyny, a także z ołowianych nabojów. Także poziom rtęci jest często wysoki. Powszechnym źródłem rtęci są amalgamatowe plomby dentystyczne, które były szeroko stosowane w latach ’60 i ’70 i są obecne nawet współcześnie. Rtęć jest najbardziej toksycznym pierwiastkiem znanym człowiekowi poza radioaktywnością. To bardzo paskudny, toksyczny minerał. Więc zanim rozważycie terapię chelatującą, musicie pozbyć się wypełnień amalgamatowych. Musicie znaleźć dobrego dentystę, który zastąpi je ceramiką lub innym bezpiecznym materiałem. Często pojawia się także arsen. Głównym źródłem arsenu jest z pewnością woda pitna, dlatego warto znać źródło swojej wody.

Ryż uprawiany w niektórych częściach Pakistanu ma bardzo wysoką zawartość arsenu. Wiąże się z tym interesująca historia, ponieważ w dużej części Pakistanu jest bardzo sucho, więc zaczęto spiętrzać wodę i wykorzystywać ją do nawadniania. Podłoże skalne w glebie w Pakistanie jest bogate w arsen. Ulewne deszcze wypłukują go z gleby do podglebia i nie ma problemu. Ale jeśli oszczędza się wodę i używa jej tylko do nawadniania, wtedy niewielka ilość wody, która dostaje się do gleby, wyciąga arsen ze skały macierzystej i zanieczyszcza rośliny. Tak więc irygacja pól w Pakistanie doprowadziła do tego, że ich żywność, ryż i woda zawierają wysokie ilości arsenu. Jest to więc jedno z ewentualnych źródeł. Innym toksycznym metalem, który czasami się pojawia, jest kadm. Jego najczęstszym źródłem jest palenie tytoniu. Pojawia się także aluminium. Aluminium jest niezwykle toksycznym metalem. Większość ludzi już wie, że nie należy używać aluminiowych garnków. Są bardzo lekkie, a przez to wygodne, ale zatruwają nasze jedzenie aluminium. To samo dotyczy folii aluminiowej, aluminiowych puszek, których po prostu należy unikać.

Tak jak powiedziałam, DMSA pozwala nam pozbyć się nagromadzonego aluminium, tylko musimy jednocześnie zadać sobie pytanie, skąd ten metal się wziął? Kiedy już się go pozbędziemy, to faktycznie możemy wyleczyć arytmię. Kardiolodzy rzadko mówią o wyleczeniu. Kontrolują objawy za pomocą leków na arytmię, leków na ciśnienie krwi, leków na cholesterol lub innych, ale jest to mało celowe. To jest tylko tłumienie objawów, bez usunięcia podstawowej przyczyny. Znam dwa przypadki kardiologów, Stevena Sinatry z Ameryki, który niestety zmarł dwa lata temu, oraz Gabriele Segura, którzy leczyli pacjentów w konwencjonalny sposób, stosując leki, operacje, rozruszniki serca i tak dalej. Oboje z czasem przeszli wyłącznie na medycynę ekologiczną. I nie tylko uzyskują znacznie lepsze wyniki, ale także doprowadzają do wyleczenia. Odwracają patologię. To jest bardzo ważne, ponieważ jeśli mam problem kliniczny, nie chcę stosować leków, chcę poznać odpowiedź na pytanie, dlaczego? Chcę wiedzieć, dlaczego mam ten problem i co muszę zrobić, aby go rozwiązać.

Kardiologia jest teraz bardzo dobrze rozwinięta. Wszystkie rozwiązania, o których powiedziałam można zastosować samodzielnie. Na pewno cudownie mieć kogoś, kto cię przez to przeprowadzi, ale jeśli nie masz, to sam możesz skorzystać z tych naturalnych narzędzi i zrobić to sam. Zdaje się, że to wszystko co mam do powiedzenia na ten temat. Czy masz jakieś pytania?

Redakcja Mito-Med: Już zadałam swoje pytanie, także bardzo dziękuję. To była bardzo wyczerpująca odpowiedź i bardzo interesujący przypadek. Myślę, że możemy zrobić sobie małą przerwę i wrócimy wkrótce.

Dr Sarah Myhill: Fantastycznie. Do zobaczenia.

0:00
0:00